trojka blog

Twój nowy blog

?

2 komentarzy

Czy to możliwe, ze można przeżyć w trzy i pół roku od mojej ostatniej tu bytnosci AŻ tyle?
Nowe cudze dziecko.
Nowe swoje dziecko.
Dorobić sie przewlekłej choroby, kolejnej ciąży, obcego męża?
I to wszystko na barkach jednej, jakkolwiek nie drobnej osoby?
Wierzyć mi sie nie chce, ze jestem w stanie dźwigać to wszystko, ale kto tak powiedział?….

Przeprowadziłam się.
ZMieniłam skórę jak wąż.
To już moja 5 przeprowadzka wirtualna.
A niech tam.

4 komentarzy

?
!

tendencja

Brak komentarzy

mimo zwyczajowego braku tendenycjności jest tendencja na odpoczynek od bloga.
A może nie tendencja, a permanentny brak odpoczynku, ktory tak boleśnie daje sie we znaki w związku z trwającm sezonem urlopowym?
Aaaaaaabsolutnie, od zaraz, wynajmę święty spokój od codzienności.

PS Dostałam właśnie maila, że mój list napisany na gorąco ponad dwa tygodnie temu do Wysokich Obcasów został wybrany listem tygodnia i będzie wydrukowany w sobotę!!!

Tym razem Pasio ma ściągniętą pieluchę, już trzeci dzień.
Do tej pory zaznaczył swoją naukę siusiania na parkiecie przed telewizorem (zapatrzony w bajke);
na grze Twister (dobrze, ze to z folii)
na krześle w pokoju
i w spodnie.
I tak całkiem ładnie woła, zważywszy na niezwykle ogranioczone słownictwo.
Po prostu staje przede mną i pokazując na pupę, mówi:
- Błeeee!
A jak już zrobi co trzeba, czeka na oklaski (to przez tego Kamyczka!) i biegnie przd siebie nieudolnie próbując skakać.

marsz

Brak komentarzy

Wrócliliśmy z Marszu dla Życia i Rodziny. Przemaszerowaliśmy od Agrykoli na Plac Teatralny, spotkaliśmy Giertycha, Korwina-Mikke, Pospieszalskiego i paru innych (hmmm doborowe towarzystwo, chociaż w jednym się zgadzamy- najważniejsze zawody to mama i tata), posłuchaliśmy Steczkowskich, Sióstr Jeremiasza, nie zdążyliśmy Mate.o, bo już bardzo głośno było i dzieci zmęczone.
Tak więc możecie naszą rodzinę dziś w serwisach infirmacyjnych zobaczyć. hi hi

Dziś w dzienniczku podpisałam 12. Tyle punktów, na 40 możliwych, dostała Sielka z tesu kompetencyjnego. I chyba tylko ja i S. wiemy, że mogła więcej, o jakieś 10 więcej, tak jak robiła to w domu, kiedy się przygotowywaliśmy tygodnie wcześniej. Ale w szkole nie biorą pod uwagę opinii psychologa o braku umiejętności koncentracji i paru innych zaburzeniach hojnie zafundowanych jej przez rodzicielkę. A co tam….

Przeżyliśm wizytę ekipy tvp, tym razej bez pierwiastka żeńskiego. ROzmawialiśmy sobie, a kamerzysta i dźwiękowiec z boku robili swoje. I wszystko byłoby ok gdyby nie to pytanie „co dom dziecka zabrał Sielce, czego nie dał”, bo jakoś mi cosik pękło i nie mogłam odpowiedzieć na to pytanie, bo sie rozpłakałam, potem trochę próbowałam, ale nie mogłam, więc jeśłi puszcza to na antenie to sie zeźlę, ale łzy chwytliwe i ckliwe są, to pewnie bestyje okrutne to zrobią. A fe! Zmieniłam fryzurę i kolor niechcący po wizycie tvp, ale nie żeby to jakiś związek miało…
Zakręcili też wszystkie dzieciaki razem, Cynamon to oniemiał na widok kamery i cudeńków (statywu, mikrofonów, kabli i kabeleczkó, bo on przecież w przyszłości, jak sie sam określa, KABELARZEM będzie), pasio nieiwele sobie robił z zamieszania i przy mamie siedział, a Maniuszka zajęła sie swoimi lalkami i tyle. DUmna pannica jest i ma z czego być, bo zaliczyła pierwszy poważny występ solo przy mikrofonie na przedszkolnym DNiu matki i Ojca, raz wierszyk raz piosenkę, a że dzieciaki (oprócz Sielki któa muzykę kocha bez wzajemnosci zupełnej) słuch mają całkiem niezły, to sie spodobała bardzo. I słusznie. A mi sie łzy pokręciły, jakaś łzawa jestem, czy to hormony dziwaczne buszują i rządza mną, że nawet jak patrzyłam na relacje z wizyty Benedykta XVI to mokre oczy miałam, a to nie moja działka przecież!

jakaś pokręcona notka wyszła, ale to późna pora i chłopcy śpią od jakichś ponad trzech godzin, dziewczyny od półtorej więc mi niewiele do rana zostaje, tym bardziej, że sama dzis z dziećmi jestem, bo S> pojechał na ewangelizację. ..

Se życzę z okazji rzeczonego dnia:
* cierpliwości kilka ton (na dąsającą się 13, na marudną 6, na płaczliwego 4 i głośnego 2 i nieobecnego ..)
* wolnych chwil, żeby odetchnąć
* mniejszej ilości prania
* niebanalnych pomysłów na okazywanie miłości
* spania rano do oporu
* domu z ogrodem
i paru innych drobiazgów.
Dostałam cztery laurki pracowicie malowane od wczoraj i zasypywane brokatem dziś rano (jeszcze tydzień będzie się świecił w domu), cztery zaślinione buziaki (bezcenne) i codzienną porcję obowiązków.

Tak mi chodzi po głowie i nie chce zejść zestaw rzeczy do zrobienia i myśli do przemyślenia…
1. Napisać list/ mail do Krzysia, Mimiki, Who, Basi, Ewy jednej i drugiej, Lindy (zbiera się tego…);
2. Pralka chodzi na okrągło, a to najmniej ulubiony obowiązek;
3. DOm się nie chce sam porządkować;
4. Mam za mało czasu dla dzieci i wcale dla siebie;
5. ROśnie kolejka książek do przeczytania;
6. Uraziłam Ikara i Who (ja to gruboskóna jestem);
7. Maniuszka uparła się na „takie białe buciki z obcasikem dla małej kobietki” – takie pierwszokomunijne i za nic nie chce innych!
8. Znowu chcą nas do telewizji, żebyśmy zachęcili do rodzicielstwa zastępczego, bo niby tacy wiarygodniśmy;
9. WYdarzyło się coś niezwykłego, ale nie mam na to siły teraz, żeby objaśniać.
i 10. Zafundował mi mąż wczoraj kolację w restauracji i spacer, a ja sobie dzisiaj waniliową colę. Inna ranga, ale przyjemność z obu wydarzeń spora.
może 11- wymyśliłam Dzień Matki mamom naszym i Dzień Dziecka dzieciom. Niech tylko nie będa zadowolone!
I tylko wieczorem usypiam przy dzoeciach, a może i na skutek leków przeciwhistaminowych….

4 komentarzy

Ostatni tydzień był dosyć obfitujący w sytuacje dla mnie nowe i moja zdolność reagowania na takowe została nieźle wypróbowana…

Nie wspomniałam (ach to przez ten wózek, tak mnie to wyprowadziło z równowagi), że w drugiej połowie długiego majowego weekendu byłam na kursie Szkoły Poradnictwa Rodzinnego. To pierwszy z trzech zjazdów kursu podstawowego, robię to z myślą o pracy z ciężarnymi małżeństwami i młodymi rodzicami. Dużo arcyciekawej wiedzy popartej wieloletnią praktyką wykładowców- psychologa, lekarza i doradcy rodzinnego. Wyjechałam z wielką głową, ale teraz do końca marca muszę napisać pracę- przygotować seminarium dla małżeństw. Na razie przyszła mi tylko do głowy złota myśl- że małżeństwo jest najsilniejszym, najbliższym i najbardziej intymnym związkiem dwóch niespokrewnionych ze sobą osób. Nie bójmy się powiedzieć tego- obcych. Może na tej myśli oprę to seminarium?…

Ale ja nie o tym chciałam…
Do Sielki napisała list jej mama. Po 11 miesiącach milczenia. Jak go Sielka zobaczyła, przeczytała, to się rozpłakała. Potem przeczytała go nam. A tam zapewnienia o wielkiej miłości, o cierpieniu, ze nie wiedziała, gdzie córka jest, że słała listy na adres DD, ale wracały (cóż, to wersja nie potwierdzona jak sie należało spodziewać, przez dyrektorkę DD) pozdrowienia dla nas. Tak raczej pozytywnie. Sielka od razu odpisała, że jest jej tu dobrze, że chyba mama wolałaby, żeby sie wychowywała w rodzinie, a nie w domu dziecka, trochę o szkole i o nas.
A kilka dni później zadzwoniła siostra Sielki i powiedziała dość zmienionym głosem, że jest u niej matka i chciałaby rozmawiać z Sielką. OK. Rozmawiały, a potem ja poprosiłam o słuchawkę. Powiedziałam jaką radość sprawił jej list, że dla Sielki jest ważne, żeby wiedziała, że u niej dobrze, że ten kontakt powinien być regularny, niekoniecznie czesty, ale regularny. Ona sie połakała, podziękowała i tyle.
Potem rozmawiałam z siostra Sielki. Matka wygląda bardzo źle (głos w słuchawce był nieźle przepity), ale była trzeźwa. Przyszła ze swoim facetem obecnym. Facet naskoczył na E. co ona zrobiła z dzieckiem, gdzie je wysłała. Ona nie w ciemię bita, kazała mu sie odczepić bo to nie jego dziecko i sprawa. matka była dość pokorna. Nie pozwoliłam na udostepnienie telefonu, chce zobaczyć, czy będzie pisała (jeden list raz na rok to każdy może napisać, za telefon łątwiej złapać i wykręcić numer, a list trzeba napisać, wsadzić do koperty, kupić i nakleić znaczek). mam nadzieję, że zajmie jej to mniej niż rok. Matka mówiła, że była 2 miesiące w więzieniu. OK. A gdzie pozostałe 9 meisięcy bez kontaktu z dzieckiem? Powiedziałam, że sie zobacza (jesli nie
wyląduje na jakiejś melinie) w wakacje, keidy Sielka pojedzie do siostry, ale że jej nie dostanie pod opiekę. Ona mi obiecała, że sie zmieni. DO tej obietnicy podeszłam dość sceptycznie… Sielka ma prawie 13 lat…

A żeby zakończyć optymistycznym akcentem powiem, że dostaliśmy pieniądze z WCPR-u na urządzenie pokoju i kupiliśmy dziewczynom łóżka, szafe, regał, nową wykładzine (mają najładniejszy pokój w domu!!!), jeszcze jeden regał, nowe biurko i dwie komódki dostaną, zrobimy pkój chłopakom i sobie. Moze do jesieni sie uda skończyć.

Ostatni humorystyczny akcencik:
Kupiliśmy czopki glicerynowe. Zapakowane pojedynczo w plastikowe kapsułki z pudełku jak na lekarstwa. maniuszka zobaczyła to i z przekąsem powiedziała:
- phi, nowoczesność. ;-)


  • RSS